#Emerytura w Tajlandii: prawdziwe historie

Wiza emerytalna, emerytura, która starcza dużo dalej niż w kraju, i państwo, które nagle musi stać się prawdziwym, stałym adresem zamiast wakacyjnym kierunkiem. Ta strona gromadzi historie, w których emerytura jest powodem, dla którego cudzoziemiec jest w Tajlandii: niektórzy zbudowali coś trwałego, inni nauczyli się na własnych błędach, ile może kosztować źle zaplanowana emerytura. Wcześniejsza samotność — wdowieństwo, rozwód, dzieci, które już się usamodzielniły — pojawia się jako tło większości tych historii, częściej niż klimat czy koszty życia.


Historie z tagiem #Emerytura w Tajlandii: prawdziwe historie

Okładka: Wykupiłem ubezpieczenie zdrowotne tylko dlatego, że wymagała tego wiza emerytalna. Osiem miesięcy później ta obowiązkowa formalność była jedyną rzeczą, która uchroniła mnie przed ruiną finansową po zawale.

Wykupiłem ubezpieczenie zdrowotne tylko dlatego, że wymagała tego wiza emerytalna. Osiem miesięcy później ta obowiązkowa formalność była jedyną rzeczą, która uchroniła mnie przed ruiną finansową po zawale.

Graham, 68-letni brytyjski emeryt, niechętnie wykupuje obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne do swojej wizy emerytalnej w Hua Hin. Miesiące później zawał serca uczy go, dlaczego ta polisa, którą traktował jak formalność, okazała się najważniejszą decyzją, jaką podjął, przeprowadzając się tutaj.

Okładka: Przez cztery miesiące jadłem sam w jej budce z makaronem co wieczór. Kiedy w końcu zaczęliśmy rozmawiać, jej dzieci już zdążyły uznać, że jestem problemem.

Przez cztery miesiące jadłem sam w jej budce z makaronem co wieczór. Kiedy w końcu zaczęliśmy rozmawiać, jej dzieci już zdążyły uznać, że jestem problemem.

James, 60-letni owdowiały Szkot, przechodzi na emeryturę w Hua Hin ze względu na golf i zaczyna jadać kolacje co wieczór w tej samej budce z makaronem przy nabrzeżu. Cztery miesiące zajmuje mu zamienienie więcej niż dwóch zdań z Nok, właścicielką, i dużo dłużej zdobycie zaufania jej dzieci, które słyszały już zbyt wiele historii o emerytowanych farangach takich jak on.

Okładka: Pewnego dnia poszedłem za nią zamiast wierzyć w te wizyty rodzinne. Nie poszła na dworzec autobusowy, weszła do hotelu z innym mężczyzną.

Pewnego dnia poszedłem za nią zamiast wierzyć w te wizyty rodzinne. Nie poszła na dworzec autobusowy, weszła do hotelu z innym mężczyzną.

55-letni Polak, na emeryturze w Pattai od 2017 roku, zakochuje się w Apple, 32-letniej dziewczynie z baru, utrzymującej troje dzieci. Przez miesiące wierzy, że jest jedynym mężczyzną, który pomaga jej finansowo. Pewnego dnia postanawia pójść za nią zamiast wierzyć w zwykłą wymówkę i odkrywa, że był jednym z kilku sponsorów utrzymujących ją jednocześnie.

Okładka: Sprawdziłem jej paszport, świadectwa i lata zdjęć. Wszystko się zgadzało. 30 000 dolarów kosztowało mnie nauczenie się, że to nie wystarczy.

Sprawdziłem jej paszport, świadectwa i lata zdjęć. Wszystko się zgadzało. 30 000 dolarów kosztowało mnie nauczenie się, że to nie wystarczy.

W wieku 57 lat, w małżeństwie trwającym w cichym rozejmie po trzecim romansie mojej żony, poznałem Pre w barze w Nana Plaza w Bangkoku. Miała 37 lat, wyglądała na 25, i historię, którą dało się w pełni zweryfikować: paszport, akty rozwodowe, lata zdjęć w mediach społecznościowych. W sześć miesięcy wysłałem jej 30 000 dolarów na rodzinę, studia i wizę do Danii, która nigdy nie powstała.


Zobacz także

Zobacz więcej