#Oszustwo w Tajlandii

Nie wszystkie historie miłosne w Tajlandii kończą się dobrze, a ten tag gromadzi właśnie takie przypadki: osoby, które komuś zaufały i prędzej czy później odkryły, że prawdziwym zainteresowaniem były pieniądze, a nie związek. To opowieści trudniejsze w odbiorze, ale potrzebne, bo szczegółowo opisują sygnały, które za pierwszym razem umknęły uwadze: pilne prośby związane z rzekomym sin sod, nagłe problemy rodzinne, które zawsze rozwiązuje przelew, albo presja, by przyspieszyć formalności wizowe. Jeśli zaczynasz związek na odległość, te historie warto przeczytać uważnie. Powtarzająca się odmowa rozmowy wideo, zawsze z inną wymówką, to jeden z najczęściej powtarzających się sygnałów tuż przed pierwszą prośbą o pieniądze.


Historie z tagiem #Oszustwo w Tajlandii

Okładka: Poprosiłem, żeby oddała mi pieniądze. Nie powiedziała ani słowa: otworzyła bank i przelała mi wszystko.

Poprosiłem, żeby oddała mi pieniądze. Nie powiedziała ani słowa: otworzyła bank i przelała mi wszystko.

W wieku 52 lat poleciałem do Tajlandii, żeby osobiście poznać Chompoo, moją dziewczynę z Messengera, z większymi wątpliwościami niż entuzjazmem. Między prośbami o pieniądze, złotą bransoletką a rachunkiem za odebranie mnie z lotniska, prawie zarezerwowałem lot powrotny do Auckland. Prosta próba, poproszenie jej o zwrot pieniędzy, zmieniła wszystko, co o niej myślałem.

Okładka: Zanim poleciałem do Bangkoku, kupiłem w Nowym Jorku podrobionego Rolexa za 40 dolarów. Okazało się, że była to najmądrzejsza decyzja całej podróży.

Zanim poleciałem do Bangkoku, kupiłem w Nowym Jorku podrobionego Rolexa za 40 dolarów. Okazało się, że była to najmądrzejsza decyzja całej podróży.

Świeżo po rozwodzie poleciałem do Bangkoku z podrobionym Rolexem za 40 dolarów kupionym podczas przesiadki w Nowym Jorku. Między barami a powściągliwą kobietą, która stawiała tylko jeden warunek, żeby zobaczyć się znowu, ta podróż zostawiła mi dwie niezapomniane noce, lekcję o zaufaniu i żadnego zamiaru zabierania następnym razem prawdziwego zegarka.

Okładka: Od piętnastu lat jeździłem do Tajlandii i uważałem się za obytego podróżnika. Jedna partia bilarda w Pattayi pokazała mi, że nie wiedziałem nic.

Od piętnastu lat jeździłem do Tajlandii i uważałem się za obytego podróżnika. Jedna partia bilarda w Pattayi pokazała mi, że nie wiedziałem nic.

W wieku 39 lat australijski podróżnik, stały bywalec Tajlandii, poznał dziewczynę, grając w bilard w barze w Pattayi. Dziesięć idealnych dni, turniej golfowy w Indonezji, wizyty u rodziny w Isanie. Wszystko dobrze, dopóki sześć miesięcy rozłąki spowodowanej pracą nie ujawniło, że szkocki chłopak, którego rzekomo zostawiła, nigdy tak naprawdę nie odszedł.


Zobacz także

Zobacz więcej