Najczęściej czytane historie
Wydałem pożyczkę studencką na tydzień żalu w Bangkoku. Wracałem jeszcze dziewięć razy i podczas jednej z tych podróży poznałem swoją żonę.
W 2005 roku, ze złamanym sercem i świeżo wypłaconą pożyczką studencką, poleciałem na tydzień do Bangkoku, żeby leczyć się nadmiarem. Wróciłem jeszcze dziewięć razy przed trzydziestką. Podczas jednej z tych podróży, na Koh Samui, poznałem kobietę, z którą dziś mieszkam w Anglii i z którą mam dwie córki.
Jeżdżę do Tajlandii od 1986 roku. Nigdy wcześniej nikt nie wyrzucił moich prezentów do kosza — dopóki nie pojawiła się Som.
Norweg jeżdżący do Tajlandii od 1986 roku poznał Som, pracującą w Bangkoku profesjonalistkę, na aplikacji randkowej. Jeden wieczór z drinkami w Soi Cowboy wystarczył, by wywołać dwadzieścia nieodebranych połączeń, walizkę spakowaną w kilka minut, a miesiące później — nękanie sięgające nawet jego własnej córki.
Przyjechałem do Bangkoku przekonany, że to ja będę jej pomagał. Myliłem się.
Brytyjczyk przyjechał do Bangkoku z nienaruszonym zestawem uprzedzeń o Tajkach. To, co znalazł, to kobieta, która wcale nie potrzebowała, by ją ratować.
Trzynaście lat z rzędu wracałem do Pattaya. W trzecim barze na Soi Honey poznałem Jib.
Holender w wieku 42 lat zaczął jeździć do Pattaya w 2010 roku i nie przestawał wracać co styczeń. W 2022 roku, w barze na Soi Honey, poznał Jib z Isanu. Dwa lata później kupił działkę dla jej rodziny, doskonale zdając sobie sprawę, co to oznacza.
Koordynowałem wspólne ćwiczenia z tajską armią w Korat. Urzędniczka, która załatwiała moje papiery, w końcu załatwiła znacznie więcej.
Frank, 58-letni amerykański weteran, pracuje jako cywilny kontraktor koordynujący wspólne ćwiczenia wojskowe w Korat, siedzibie jednej z największych baz tajskiej armii. Gift, urzędniczka łącznikowa bazy, staje się kimś znacznie więcej niż tylko kontaktem administracyjnym.
Ukradli mi motocykl na jej oczach, a ona tylko wzruszyła ramionami. Rok zajęło mi zrozumienie, że wcale jej to nie było obojętne — po prostu przeżywała to inaczej.
Marcus, 41-letni Niemiec, frustruje się, gdy jego tajska partnerka Fern reaguje spokojnym „mai pen rai” po kradzieży jego motocykla. Rok zajmuje mu zrozumienie, że to zdanie nie oznacza obojętności, tylko inny sposób radzenia sobie z problemami.
Miałem 27 lat i czułem się niezniszczalny, więc nigdy nie wykupiłem ubezpieczenia zdrowotnego. Wypadek motocyklowy na Koh Samui nauczył mnie, ile kosztuje to poczucie niezniszczalności — w bahtach i w odsetkach od pożyczki.
Jordan, 27-letni Kanadyjczyk pracujący zdalnie z Koh Samui, nigdy nie widział potrzeby wykupienia prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Wypadek motocyklowy zostawia mu szpitalny rachunek, który spłaca ponad rok.
Koordynuję logistykę eksportu tajskich owoców do Chin rzeką Mekong ze Złotego Trójkąta. Ona od piętnastu lat sprawia, że ten sam port działa.
Nathan, 50-letni Nowozelandczyk, koordynuje eksport tajskich owoców do Chin przez Mekong z portu w Chiang Saen, w Złotym Trójkącie. Orn, od piętnastu lat odpowiedzialna za logistykę portową, staje się kimś więcej niż koleżanką z pracy.
Pojechałem do Tajlandii na dwa tygodnie. Jestem tu już dwa lata i nie mam zamiaru wracać.
Emerytowany elektryk pojechał do Tajlandii na dwutygodniowy urlop. Na nocnym targu pewna kobieta powiedziała mu coś, co na zawsze zmieniło jego życie.
Moje międzynarodowe prawo jazdy wygasło osiem miesięcy wcześniej, a ja nawet tego nie zauważyłem. Samochód uderzył we mnie na skrzyżowaniu w Phuket, a ten drobny szczegół formalny pochłonął wszystkie moje oszczędności.
Derek, 47-letni Brytyjczyk, ulega wypadkowi motocyklowemu w Phuket, nie wiedząc, że jego międzynarodowe prawo jazdy wygasło kilka miesięcy wcześniej. Ubezpieczyciel odmawia pokrycia czegokolwiek, a jego partnerka Ice pomaga mu przejść przez kolejne tygodnie.
Przez cztery miesiące jadłem sam w jej budce z makaronem co wieczór. Kiedy w końcu zaczęliśmy rozmawiać, jej dzieci już zdążyły uznać, że jestem problemem.
James, 60-letni owdowiały Szkot, przechodzi na emeryturę w Hua Hin ze względu na golf i zaczyna jadać kolacje co wieczór w tej samej budce z makaronem przy nabrzeżu. Cztery miesiące zajmuje mu zamienienie więcej niż dwóch zdań z Nok, właścicielką, i dużo dłużej zdobycie zaufania jej dzieci, które słyszały już zbyt wiele historii o emerytowanych farangach takich jak on.
Wykupiłem ubezpieczenie zdrowotne tylko dlatego, że wymagała tego wiza emerytalna. Osiem miesięcy później ta obowiązkowa formalność była jedyną rzeczą, która uchroniła mnie przed ruiną finansową po zawale.
Graham, 68-letni brytyjski emeryt, niechętnie wykupuje obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne do swojej wizy emerytalnej w Hua Hin. Miesiące później zawał serca uczy go, dlaczego ta polisa, którą traktował jak formalność, okazała się najważniejszą decyzją, jaką podjął, przeprowadzając się tutaj.